Wiało w nocy, jakby uparło się , żeby nie dać spać. Chwila ciszy, potem nagle gwizd w odciągach i konstrukcji masztu na Koszaryszczu i oczekiwanie na uderzenie wiatru. Na szczęście obyło się bez strat, wiatr wyrwał tylko wąż z wodą do napełniania beczki prysznicowej. Ada z Mateuszem wrócili po północy z zakupami, a rano znów pojechali do Sawiuków odwieźć zakupy i przywieźć wielki gar z gołąbkami. Grzyby w apogeum i do tego bez robaków, wczoraj zamarynowaliśmy cztery słoiki.
