Poniedziałek, 11 czerwca.

Piękny wczorajszy dzień skończyła wielka burza. Przyszła tak nagle, że nie zdążyłem przybić całej tafli blachy na sławojce. Wiatr dmuchną, zerwał blachę z dachu i przez całą noc wykonywał diabelskie hałasy. Lało do czwartej rano, ale poranek znów pogodny. Dziś przyjedzie furka z jedzeniem na dwa tygodnie, akumulatorem i zapasem gazu na całe lato.

Dodaj komentarz