Deski przywiezione! Nie udało się załadować wszystkich, ale większość dojechała. To co zostało, dojedzie przy pomocy sąsiada z konnym wozem. Przy okazji kupiliśmy w Werchowynie łopatę, motykę, zapas gazu i produkty żywnościowe. Pogoda dopisała, deszcz zaczął padać dopiero wtedy, gdy byliśmy już powyżej błotnistych miejsc. Za deszczem przyszedł grad a na koniec jeden niedaleki grom. Burza skończyła się po godzinie.