Cały dzień był pod znakiem grzybów. Chciałem tylko uzupełnić jeden słoik rydzów, bo zostało w nim trochę wolnego miejsca, ale oprócz kilku kilogramów rydzów, jakie zebrałem, znalazłem jeszcze pięć dużych prawdziwków i to wszystkie zdrowiutkie! Całe grzybobranie zajęło mi pół godziny. Potem jeszcze turyści przynieśli grzybki, z którymi nie bardzo mieli co robić, bo jutro już wracają do Polski, więc wszystkiego wyszło mi pięć słoików prawdziwków i siedem słoików marynowanych rydzów.
Na zdjęciu sierpniowe Szpyci po raz ostatni w tym roku.
