Wczoraj odwiedziła mnie przesympatyczna grupa ukraińskich turystów. Dwa lata temu byli na Sylwestra, a potem spotkaliśmy się przypadkiem we Frankiwsku.
Dostałem w prezencie wialeną rybkę z Krymu, słodycze i suszone owoce. Pogoda paskudna, chłodno deszczowo i mgliście, ale mimo to baterie słoneczne pracowicie ładują akumulator.
