Sobota, 27 lipca.

Jeszcze w nocy popadało, dzięki czemu rano powitało mnie morzem mgieł. No jeziorkiem, żeby nie przesadzić. Wczoraj sąsiad przyniósł kilka zdrowych prawdziwków, już są zamarynowane w słoiczku. Jak tylko zejdzie rosa, wybiorę się w znajome miejsce, może tez coś znajdę, a potem zabiorę się do wybrania ziemi pod głównym wejściem, żeby woda nie ściekała do piwnicy.

Dodaj komentarz