Przyjechało kilka osób, pochramowaliśmy do późna w nocy. Na dworze żar, moja stacja pogody krzyczy, że będzie burza, chociaż nie widać tego w żadnej prognozie. Dla Werchowyny zapowiadali nawet 39 stopni w cieniu. Dobrze, że mam piwnicę, a gdyby i to nie pomogło, to można się jeszcze ukryć w piwniczce. Grzyby podobno się pochowały, ale sąsiedzi odwiedzając mnie, zawsze przynoszą mi jakiegoś prawdziwka w prezencie.


1 komentarz do “Niedziela, 28 lipca.”
Dodaj komentarz
Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.
W drodze z Dzembroni na Pop Iwana spotkałem grzybiarza z Kut, kobiałka z prawdziwkami była tak wielka ze chwilami zsuwał ją po stokówce.Same prawdziwe grzyby i co optymistyczne wszystkie młode.Pogadaliśmy o Śląsku bo to jedyne miejsce w którym był w Polsce.Potem mozolna wspinaczka dalej,niestety Pop Iwan mnie nie wpuścił,podwójna burza zamieniła wszystko w małe potoki a po godzinie zatoczyła wielki krąg i pomknęła na Rumunię.Znowu sprawdził się mój koński płaszcz.
Spotkałem wielu Ukraińców co dla mnie jest dobrym zwiastunem, go góry muszą żyć nie tylko odgłosem dzwonków ale i gwarem ludzi.
Udało mi się namówić kumpli byśmy spali u Ciebie na pidgnie, było twardo, rześko i głos rano jak po Balcerku czy Rynkowskim pomimo zimnego mleka
Dzięki i uważaj na zielone plastikowe urządzenie zostawione na jesienne wieczory.
Janusz