Dziś święto cerkiewne, pracować nie można, więc korzystam z daru niebios, żeby się bezkarnie lenić. W nocy lało jak z cebra, a od rana pochmurno, parno i ciepło. Spodziewam się dzisiaj gości, Wołodia przyjdzie po prawie rocznej przerwie i ciężkiej chorobie. Kibelek ma już jedną ścianę, mam nadzieję, że jutro dorobię drugą i daszek.

