Piątek, 22 lipca.

Schody prawie skończone! Maciek i Marcin bardzo mi pomogli, bo ja pracowałem w chatce piłą spalinową i szlifierką kątową, a oni „tylko” sprzątali. Gorzej, że Maciek alergicznie odchorowuje pyły z drewna. Po obiedzie zrobiliśmy godzinną przerwę, po której poszedłem z piłą do lasu i ściąłem niewielkiego klona z wieloma konarami. Wyciąłem to co mnie interesowało, a korowanie zajęło mi chyba trzy godziny, za to mam już materiał na balustradę schodów. Pogoda jeszcze wytrzymała, chociaż w zasięgu wzroku był całkiem spory opad deszczu nad okolicami Werchowyny.

Dodaj komentarz