Czwartek, 21 lipca.

Niesamowita burza nas nawiedziła. Najpierw, przez cały dzień był potworny upał. Kosiliśmy z sąsiadem łąkę, więc upał odczuwaliśmy w dwójnasób. Pod wieczór, na południu pojawiły się wysokie chmury i zaczęły gęstnieć. Zagrzmiało, z tej samej chmury uderzył piorun w okolicę Stajek, a za chwilę w rejon Howerli. Chwilę popadało i burza się skończyła. Pół godziny później nagle zza Koszaryszcza wyskoczyły języki czarnych chmur i przy samej ziemi z niezwykłą szybkością zaczęły otaczać chatkę. Z dala słychać było jeden, nie kończący się grzmot. Niebo zapłonęło, rozświetlone błyskawicami co przy zachodzącym słońcu dało upiorny efekt. Stały grzmot, i podświetlenie chmur trwało kilkanaście minut bez przerwy. Lało całą noc, a temperatura spadła do 14 stopni.

Dodaj komentarz