Kózka uśmiechała się w Werchowynie, koło warsztatu samochodowego.
Zrobiłem już ostatnie, przed wyjazdem do Polski, prace w chatce. Cokolik w łazience już zafugowany i podmalowany. Cenniejsze narzędzia zawiozłem do sąsiada, a przy okazji nakręciłem filmik z jazdy granią Koszaryszcza. Tam rzeczywiście można poszaleć, bo droga równiutka, a widoki zapierają dech w piersiach. Szasza poszedł dziś w stronę wodospadu na Huczku, ale wycofał się, ponieważ ścieżka całkowicie zarosła. Pogoda coraz lepsza, woda w źródełku ciut lepiej cieknie, ale stopniowo robi się coraz chłodniej.
