Wczoraj wściekle wiało na grani, a od nocy zaczęło się u nas! Ciężko było spać, kiedy rozpędzony wiatr uderzał w chatkę niosąc tumany śniegu. Śnieg przeciskał się przez maleńkie szparki między belkami i złośliwie nas chłodził. Przez cały dzień wiało, przy chatce tworzyły się miniaturowe tornada. Pod wieczór wiatr minimalnie zelżał. Straty są niewielkie. Z chatki wyrwało jedną deskę na werandzie, spadła w śnieg lornetka na trójnogu, w lesie przy ścieżce upadło drzewo ze znakiem szlakowym, a przy przełazce położył się złamany świerk.
