Ciężko było zjechać przez rozkopana drogę, ale krzakowaniem i objazdem przez łąkę udało się dojechać do Bystreca. W Werchowynie upał nie do wytrzymania, ale na szczęście piwa w barach nie brakuje. Kupiłem tylko to, co mogłem zmieścić w plecaku, żeby wracając przez wykopy przenieść przynajmniej plecak i odciążyć Hondzika. Poradził sobie nadzwyczaj sprawnie. Banię już widać, a ozdobne końcówki krokwi to wyłącznie inwencja majstrów.
