Sobota, 4 stycznia.

Nic nie wyszło z planów wyjścia do Gadzyny. Rano okazało się, że nad Howerlą wiszą ciężkie chmury, a z nieba radośnie pada drobny, marznący deszczyk.Zrobiła się piekielna ślizgawka, co skłoniło nas do pogodzenia się z losem i powrotu do ciepłych legowisk. Ciepłych, ale ciemnych, bo skończył się prąd w akumulatorze i trzeba było włączyć agregat, żeby do wieczora naładował akumulator. Quadzik już jest w Byztrecu, wyregulowany i nawet umyty, ale ciągle nie ma warunków, żeby jechać do góry. Wprawdzie wody w Bystrecu na lekarstwo, ale droga wyżej jest niebezpiecznie zalodzona.

Dodaj komentarz