Dziś zaległe zdjęcia z przed i po gradobiciu. Od rana chłopcy zabrali się do pracy na dachu, a ja z gośćmi z Farfurni zrobiłem zakupy w Werchowynie. Kupiłem blachę na obróbki blacharskie, (okazało się, że niepotrzebna, ale któryś z chłopaków ją odkupi), kolejne 20 litrów benzyny, 20 kilo gwoździ, mnóstwo jedzenia, zgrzewkę piwa i kilka litrów samogonu. Jutro będzie zdjęcie z efektu dwudniowej pracy na dachu. Najbardziej imponujące jest, kiedy w miejscu, gdzie ziała wypróchniała dziura, teraz świeci czyściutka deska!



Jak mnie taki grad złapał ze dwa lata temu w Chatce w Ropiance to go wykorzystałem twórczo: zrobiłem lody śmietankowe (a był maj, generalnie gorąco, a prądu ni lodówki tam nie ma).
W razie potrzeby służę przepisem (skrajnie prostym, ale lody wychodzą pyszne).
Pozdrawiam i do zobaczenia za parę dni (mam nadzieję)