Poniedziałek, 31 lipca.

W ciągu całego dnia pojawiła się na niebie jedna, jedyna, rachityczna chmurka! Upał był pewnie nieporównywalny z tym, co się dzieje w Polsce, ale jak na górskie warunki, było ciężko. Tym trudniej, że prawie nie było wiatru. Pracowaliśmy z sąsiadami zbierając i wożąc siano. Po każdym kursie Hondzikiem, zawracałem przy chatce, a przy okazji zabierałem trzy dwulitrowe butle z wodą.
Na koniec był poczęstunek huculskimi przysmakami i pyszny samogon. Ja poczęstowałem gości własnoręcznie kiszonymi ogóreczkami małosolnymi, chociaż nie ogórki wzbudziły owacje, ale woda po ogórkach.

Dodaj komentarz