Poniedziałek, 22 września.

Musiałem dziś pojechać do Werchowyny, bo rozleciało mi się najważniejsze narzędzie, czyli szlifierka kątowa, zwana tu bułhatką. Planowałem dokończyć cięcie kamienia – zawalidrogi, gdzie Hondzik za każdym razem marzy o sturlaniu się w las. Wszystko było gotowe, zrobiłem pierwsze cięcie, a wtedy zgrzytnęło, błysnęło i zdechło. Werchowyna dała mi też ten luksus, że zjadłem solidny obiad popity piwem.

Dodaj komentarz