Konie przyszły do nas przed chatkę i wyjadają świeżutką trawę. Dziwne, że lepiej im smakuje u nas, niż po południowej stronie Koszaryszcza, ale o gustach się nie dyskutuje. Rano było bezchmurnie, potem stopniowo rozwijały się cumulusy, aż wyrosła z tego dostojna burza. Nie było porywów wiatru, deszcz też lał z umiarem. Niestety w najbliższych dniach ma być trochę chłodniej. Mam nadzieję, że nie będę musiał spuścić wody z beczki prysznicowej.
