Ktoś miał przyjechać i nie przyjechał! Oj! ci turyści! Rano już miałem nadzieję, że nie będzie padać, ale już o dziesiątej moje nadzieje rozmyły się w deszczu. Nie był mocny, nawet symboliczny, ale nie pozwolił wyschnąć dachowi, co wyklucza jutrzejsze ropowanie. Trudno, zrobię to wiosną. Krowy łażą, dzwonią i wyjadają otawę, czyli drugi pokos trawy. Sąsiad przyniósł mi trzy prawdziweczki, jedyne jakie znalazł.
