Niedziela, 18 maja.

Do późnego wieczora trwała moja walka z pogodą. Przed południem, w przerwach między falami deszczu, wykopałem dwie , głębokie dziury na fundament słupów, które będą podpierały werandę bani. Pod wieczór wytaszczyłem betoniarkę i agregat, przygotowałem narzędzia i zaczęło lać! Howerla znikła, Werchowyna też. Wyglądało na totalny kanał, zwłaszcza, że w ciągu doby zmienił się kierunek wiatru ze wschodniego na zachodni. Nagle deszcz się skończył, pokazało się czyste niebo, więc z czołówka na głowie, w trzy godziny, wylałem pięć betoniarek betonu i poszedłem spać. Ten etap pracy już jest zakończony.

Dodaj komentarz