Dziś do Werchowyny. W nocy spadło trochę śniegu, niżej ścieżki rozmoknięte, a ja muszę jechać, żeby kupić worki plastikowe, w których zabezpieczę niewykorzystany cement. Mam jednak nadzieję, ze wcześniej niż przyjdą mrozy, uda mi się zużyć cały cement. Śnieg leży, ale słoneczko świeci i topi to białe paskudztwo na potęgę. Nie odmówię sobie też fileta z Pangi, który upiekę w folii z cebulka i przyprawami.