Fajna była imprezka! Była nalewka na złotym korzeniu i pierogi od Marijki Hotyczowej, a nawet trochę prawdziwków. Pograliśmy z Wojtkiem i pośpiewaliśmy, a za oknem wtórowała nam burza. Zabrałem się do przesiewania żwiru pod hasłem „trzeba sobie radzić powiedział gazda wiążąc buty glizdą” i jako sita użyłem plastikowej skrzynki na owoce. Dziś chyba niewiele popracuję, bo od rana deszcz złośliwie moczy i żwir i ścieżkę dla taczki.
